Lista dyskusyjna wspólnoty Dom na skale.
https://groups.google.com/.../dom_na_skale
Diakonia modlitwy
https://groups.google.com/.../dns-modlitewna

Kurs "Daniel"

W dniach 1-3. marca 2013 roku odbył się kurs „Daniel”. Uczestniczyły w nim 73 osoby z Wrocławia i okolic. Kurs uczył, jak odnawiać swoją modlitwę osobistą. Został zorganizowany przez SNE śś. Piotra i Pawła we Wrocławiu we współpracy ze Wspólnotą Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea” z Chełma.

Konferencja - kurs Daniel

Konferencja - kurs Daniel
Uczestnicy kursu Daniel
  

 

Świadectwo z kursu:"To świadectwo będzie też o wzroście, wzroście w łasce danej od Pana...Podczas kursu Daniel poprosiłam "wstawienników" o modlitwę za mnie i moje nienarodzone dzieciątko. Pomimo, że wielu z Was widziało mnie na kursie uśmiechniętą, nie wszystko z ciążą i moim dojrzewaniem do macierzyństwa jest ok.

Po kursie, po powrocie do domu zaczęłam odchorowywać ten rekolekcyjny weekend...od środy leżałam "sparaliżowana" w łóżku, wszystko co związane z moim ciałem bolało, płakałam z bólu, nie wiedziałam co się dzieje, do szpitala jechać nie chciałam, po ostatnich w nim przejściach unikam tego miejsca, a w dodatku mój lekarz prowadzący jest na urlopie. Postanowiłam ze będę leżeć jak kłoda i tyle. Mąż mnie karmił i "nosił" do wc, mył i ubierał, a ja leżałam i płakałam. Jedynym pocieszeniem były ruchy dziecka, czułam że się rusza więc wiedziałam, że z nim ok. Zadawałam sobie oczywiście pytanie "co znowu Jezu? co znowu?" godzinami wpatrywałam się w różaniec leżący obok, ale ani razu nie zaczęłam się modlić, tylko powtarzałam słowo Jezu....Jezu...Jezu...tak na prawdę zaczęłam się złościć na Boga...cała ciąża jest dla mnie trudna, wszyscy na około mnie nadają, jaki to piękny i błogosławiony stan, a ja z miesiąca na miesiąc czuje się coraz gorzej....
3go dnia, postanowiłam coś zacząć z tym robić, lata spędzone we wspólnocie nauczyły mnie, że trzeba walczyć, więc zaczęłam ten ból błogosławić, w tym bolącym ciele uwielbiać Jezusa, w tym dziecku uwielbiać Jezusa, w mojej córce, którą tak trudno było mi przyjąć - uwielbiać Jezusa...zamiast płakać, uwielbiać Jezusa....i uwielbiany Jezus zaczął błogosławić...wpierw zaczęłam się ruszać i stać sama bez asekuracji na nogach, potem siedzieć bez bólu, w końcu dziś sama wstałam z łóżka i cały dzień spędziłam na planowaniu zakupów dla Gabrysi, robiłam listę rzeczy, szperałam po necie, czytałam to co mi się nawinęło odnośnie pielęgnacji niemowląt, układałam (w myślach) na nowo meble w pokoju by znaleźć miejsce na łóżeczko, szukałam sukienek na chrzest....ktoś powie, ze to tzw. "syndrom gniazda" mi się włączył, tyle że ja przez całą ciążę  nie mogłam ani rusz zmusić się by cokolwiek w tym kierunku, kierunku "bycia mamą"  zrobić, wciąż odkładałam i odkładałam...a dzisiejszy dzień.....wiem,
że to nie żaden syndrom, ale działanie Pana, bo jeśli On działa, to robi to małymi kroczkami i zmienia człowieka powoli...zaczęłam dziś "mówić" do mojej Gabrysi i wyobrażać sobie jak to będzie kiedy będę ją już miała na rękach...a przede wszystkim cieszyć się, że to będzie córeczka. Ten dzień upłynął mi o 360 stopni inaczej niż wszystkie dotychczasowe dni bycia w ciąży....Moje zatwardziałe serce, które z jednej strony owszem cieszyło się z tej ciąży, ale z drugiej strony odsuwało wszelkie
myśli od niej....zaczęło kruszeć....i wiem, że jest to działanie Jezusa oraz modlitwy jaką podczas kursu "wystawiennicy" za mnie zanosili....

Dziękuję za Waszą modlitwę...i we wszystkim tym niech będzie Pan uwielbiony....
A teraz z tej całej ekscytacji tego dnia, nie mogę zasnąć, bo moje myśli wciąż krążą wokół przygotowań na przyjście Gabryni..."

Magda