Lista dyskusyjna wspólnoty Dom na skale.
https://groups.google.com/.../dom_na_skale
Diakonia modlitwy
https://groups.google.com/.../dns-modlitewna

Twoje Dziecko - Ważna Sprawa!

Ola, mama trójki wspaniałych dzieciaków, z wykształcenia historyk, z zamiłowania nauczyciel tańca i przy tym moja przyjaciółka jeszcze ze szkolnej ławy, na wieść o tym, że ponownie zaangażowałam się w kampanię informacyjną „Stop seksualizacji naszych dzieci” przysłała mi niedawno smsa następującej treści: „Powodzenia w szkole! Dobrze, że to robisz!” I już śpieszę wyjaśnić, o co chodzi.

 

Dla części z Was, dostojni Czytelnicy, nie jest tajemnicą, że jestem nauczycielką i pracuję w szkole nie z przysłowiowego „braku laku” a z zamiłowania. I kiedy dwa lata temu dotarły do mnie niepokojące informacje jakie pojawiły się w prasie po konferencji pt.: „Standardy Edukacji Seksualnej w Europie. Rekomendacje WHO” zorganizowanej 22.04.2013 w siedzibie Polskiej Akademii Nauk, postanowiłam sprawdzić o co chodzi. Prześledziłam różne komentarze prasowe i osobiście przeczytałam cały prezentowany dokument. Treści „Standardów” wzbudziły wówczas duże zaniepokojenie rodziców, wychowawców, przedstawicieli organizacji pozarządowych, dziennikarzy. Na naszej wspólnotowej liście mailingowej także poruszyłam ten wątek i wywiązała się wówczas ciekawa dyskusja. Skąd ówczesne zaniepokojenie „Standardami”? Otóż w omawianym dokumencie zaleca się wprowadzanie programów edukacyjnych dotyczących seksualności człowieka bądź rozszerzanie już istniejących tak aby uwzględnić w nich zagadnienia, które są szkodliwe dla prawidłowego rozwoju dziecka, nie boję się użyć także stwierdzenia: demoralizujące i deprawujące.

 

Autorzy „Stanardów” dostrzegają „nowe potrzeby” w zakresie edukacji seksualnej, będące następstwem m. in. szybkiego rozwoju nowoczesnych mediów (szczególnie Internetu i telefonii komórkowej), pojawienia się i rozprzestrzeniania HIV/AIDS, narastających problemów związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i młodzieży. Wspominają również o zmianie podejścia do zagadnień dotyczących seksualności oraz zachowań seksualnych młodych osób. Edukacja seksualna rekomendowana w „Standardach” ma być odpowiedzią na zmiany społeczne wymagające „nowych rozwiązań ze strony społeczeństwa”. O jakich to „nowych rozwiązaniach” mówimy?  Cytując omawiany dokument: str. 11: „W związku z pojawieniem się problemu seksualności konieczne stało się stworzenie nowego rodzaju świadczeń zdrowotnych lub też adaptacji do nowych warunków „usług” już istniejących. (...) Nowy sposób widzenia i pojmowania praw człowieka w odniesieniu do praw seksualnych i ról osób w wieku młodzieńczym uświadomiły potrzebę tego rodzaju edukacji (...) Edukacja seksualna, zwłaszcza ta prowadzona w szkołach, stanowi niezwykle istotny element procesu adaptacji do nowych warunków” koniec cytatu.

 

Do jakich nowych warunków mamy się oto przystosować? Ano moi drodzy do „praw seksualnych i praw reprodukcyjnych”, według których mamy m.in. zagwarantować wszystkim prawo swobodnej ekspresji seksualnej oraz nieograniczonego dostępu do środków antykoncepcyjnych i „bezpiecznej aborcji”.

Dodam, że komentowane przeze mnie prawa seksualne i reprodukcyjne zostały sformułowane w 1994 w „Karcie Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych”, a zakres definicji przyjętych w tamtym dokumencie rozszerzono w 2007 roku w „Deklaracji Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych” International Planned Parenthood Federation (IPPF) Międzynarodowej Federacji Planowania Rodziny (w Polsce akredytowany przedstawiciel to Towarzystwo Rozwoju Rodziny) – właściciela sieci klinik aborcyjnych na całym świecie.

 

Rozwiązania, które proponują  autorzy „Standardów” opierają się na edukacji seksualnej typu B, a w praktyce prowadzą do seksualizacji dzieci i młodzieży oraz znacznego nasilenia niepożądanych zjawisk, którym rzekomo miałyby przeciwdziałać. Ze źródeł przytaczanych przez niemiecką socjolog Gabielle Kuby wynika, że w Niemczech, szczycących się obowiązkową edukacją seksualną w szkołach już od 1968 roku, problemem stały się seksualne nadużycia nie tylko między dorosłymi i dorosłych na dzieciach, lecz również pomiędzy samymi dziećmi i młodzieżą. W grupie wiekowej młodocianych w wieku 14 do 16 roku życia na przestrzeni 15 lat liczba osób dopuszczających się przestępstw seksualnych wzrosła więcej niż o 50 %.  (cytat za „Edukacja seksualna drogą do zniszczenia rodziny i chrześcijaństwa” w: Miesięcznik Nauczycieli i Wychowawców Katolickich „Wychowawca” 9/2012).

 

Tym bardziej niepokoi obecnie informacja jaką otrzymałam niedawno za pośrednictwem CitizenGO, że Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje zmiany w programie Wychowania do życia w rodzinie (WDŻ) zmierzające w kierunku wprowadzenia edukacji seksualnej typu B opisanej w „Standardach”. Zmiany mają dotyczyć także wprowadzenia obowiązku uczęszczania na te zajęcia. Do tej pory zajęcia nie miały charakteru zajęć obowiązkowych a rodzice mieli prawo nie wyrazić zgody na udział dziecka w WDŻ.

 

Co do jednego nie mam wątpliwości: należy rozmawiać z dziećmi o seksualności. Kluczowym pytaniem jest jak to robić? Czy tylko edukować czy też wychowywać? A jeśli wychowywać to ku jakim wartościom? Przekazywać jedynie wiedzę czy też kształtować przy tym określone postawy moralne? Przyzwalać i promować wszelkie przejawy ekspresji seksualnej od najwcześniejszych lat czy też postawić tej sferze pewne ograniczenia? Robić to z poszanowaniem wartości i przekonań rodziców czy pozbawić rodziców całkowicie wpływu na kształtowanie tej sfery życia własnych dzieci i na ich wychowanie? I wreszcie czy „wykwalifikowani edukatorzy seksualni”, publicznie przełamujący wszelkie tabu i odzierający tę sferę z naturalnej intymności naprawdę będą lepszymi nauczycielami niż mądrzy, kochający się, odpowiedzialni rodzice?

 

Żeby podjąć temat, trzeba dziś zaangażowania, rodziców i wychowawców. Mamy być mądrzy, odpowiedzialni i kochający, a więc zdobywanie rzetelnej wiedzy na temat zagrożeń związanych z niestety coraz bardziej powszechnym zjawiskiem seksualizacji oraz pełne zaangażowanie się w proces wychowania naszych dzieci, jest naszym obowiązkiem, bo to rodzice odgrywają kluczową rolę w procesie wychowania. I jestem przekonana o tym, że troska o niewinność i bezpieczeństwo naszych dzieci i o to by w przyszłości były zdolne do zbudowania trwałych, dojrzałych relacji z drugim człowiekiem, jest jednym z istotnych zadań jakie stoją przed nami.

 

Od czego zacząć? Od porządkowania i układania samych siebie i tego co mamy w głowach w temacie naszej seksualności i relacji, które tworzymy. Rzetelna wiedza i właściwe rozumienie godności, jaką mamy jako umiłowane dzieci Boga jest podstawą. I tutaj okazuje się, że mamy wśród nas tych, którzy dbają o  dostęp do tej wiedzy nagrywając programy dla 2ryby.pl. Pozwolę sobie zrobić małą reklamę Danielowi B i Marcie M. Serie: „Seksualne rozdarcie”, „Klucz do więzi”, „Przed drzwiami sypialni”, „Ojcostwo”, „Rodzice w akcji”, to tylko niektóre propozycje z bogatej oferty tego maciejówkowego portalu rybackiego :)

 

Olbrzymią pomocą, zwłaszcza dla rodziców, będą także audycie inicjatywy rodziców „Stop seksualizacji naszych dzieci”, w ramach której prowadzona jest kampania informacyjna. Można ich posłuchać w czwartki o 21.30 w Radiu Rodzina Wrocław, nagrania archiwalne dostępne na stronach: http://www.radiorodzina.pl/wiadomosci/8106 oraz: http://stop-seksualizacji.pl/index.php/audycje-rr )

 

Warto wiedzieć, warto rozmawiać, warto być uczestnikiem procesu wychowania własnego dziecka. Warto walczyć o prawdziwe dobro własne, dobro rodziny i społeczeństwa. To Wielka Sprawa!

 

15. Tomasz Didymos

Ileż to już lat odkąd widział Mistrza po raz ostatni w Sali na Górze? Sam już nie pamiętał. Choć taki brak precyzyjnego określenia czasu to rzeczywiście trochę nie w jego stylu. Zmierzyć, zważyć, sprawdzić, dotknąć, przeliczyć – o tak! Nawet wtedy, w tamtej decydującej chwili też tak zrobił. Ech, to szkiełko i oko! Włożyć palce w Jego rany, rękę do Jego boku... Jakże niedorzeczne wydały mu się teraz jego wątpliwości. Ale Jezus znał jego serce, zawsze ostrożne, rozsądne, oceniające ryzyko, oddzielające fakty od mitów i mocno stąpające po ziemi.

Tomasz, wybrany do grona Dwunastu. Uśmiechnął się na to wspomnienie. Czekali wtedy wszyscy u stóp wzgórza. Wiedzieli, że miało się stać coś ważnego. Pan swoim zwyczajem oddalił się na całą noc. Kiedy ich potem przywołał, byli pełni nadziei zmieszanej z odrobiną niepewności. Tomasz usłyszał swoje imię, wypowiadane w ten szczególny sposób. On też miał stać się apostolos, wysłannikiem. Ciekawe co o tym zadecydowało? Może to właśnie jego rzeczowość, poszukiwanie konkretów, a nie tylko wzruszeń i porywów serca? Z pewnością nie był tak narwany jak Szymon, nie czuł się też tak umiłowany jak Jan. Ale umiał ocenić ryzyko i podjąć wyzwanie, a już na pewno nie był tchórzem! Ileż to razy, w czasie ich wspólnej drogi Jezus mówił im o odwadze, przygotowywał do walki. Mówił też o zupełnie irracjonalnych rzeczach, które miały nadejść w Jerozolimie.

Dziwne wydało się Tomaszowi, że Mistrz postanowił wrócić do Judei. Przecież dopiero co chcieli Go tam ukamienować. Jak o nich mówił? „Groby pobielane” – ci, którzy dali się zwieść Nieprzyjacielowi. Nie rozumiał tej strategii. Lepiej by chyba było przeczekać, znaleźć jakieś bezpieczne miejsce i działać z ukrycia. I to zaskakujące tłumaczenie odnośnie Łazarza, który umarł kiedy oni byli jeszcze w drodze. „Choroba zmierzająca ku chwale Bożej”? Jak choroba, a po niej śmierć – skutek grzechu – mogą zmierzać do chwały Bożej!? Dla Tomasza oczywistym było, że Łazarz najzwyczajniej umarł. Szybko też ocenił zagrożenie, które czekało w Jeruzalem – Nauczyciel szedł na śmierć. Cóż jemu, oddanemu uczniowi, pozostało innego? „Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć”. Tyle miało pozostać z wielkiego marzenia o Nowym Królestwie. I nawet jeśli Pan znów okazał swoją potęgę i dokonał cudu przywołując Łazarza na powrót z Szeolu, to dlaczego szedł w prosto w paszczę lwa? Dlaczego wracał do Jeruzalem, skoro wiedział, że ci, którzy dali się zwieść Nieprzyjacielowi już uknuli spisek, by Mu zaszkodzić?

W tych ostatnich dniach w Jerozolimie Jezus opowiadał im o drodze do Królestwa, do Domu Ojca i o Swoich planach. Pozostali milcząc kiwali głowami, ale nie Tomasz. Dla niego to kłóciło się z logiką. Jak mogli znać drogę, jeśli nie wiedzieli dokąd konkretnie Pan chciał się udać?! On – Drogą i Prawdą i Życiem?! Co On w ogóle zamierzał?! Dlaczego mówił im tyle o jedności i miłości wzajemnej?! Co przewidywał?!

Potem wyszli za potok Cedron. Resztę pamiętał jak przez mgłę. Cała kohorta żołnierzy po drugiej stronie. Szybko przekalkulował szanse. Widmo przegranej czaiło się w ciemnościach. Logika nakazała mu uciekać. To już naprawdę był koniec. Po wszystkim. Pojmali Mistrza, zaprowadzili przed sąd. Mimo, że w nieuczciwym procesie, jednak został skazany.

Jezus umarł. Takie były fakty. Nie było sensu im zaprzeczać. Nieprzyjaciel zwyciężył. Dla Tomasza reszta nie miała już sensu. Po co zbierać się razem z pozostałymi apostolos. Skoro nie ma Posyłającego, nie ma też wysłanników. Niech nie robią sobie fałszywej nadziei! Ale Maria Magdalena, Szymon, Jan, nawet ci, którzy uciekli do Emaus – oni wszyscy twierdzili, że Pan żyje. Przybiegli do niego kilka dni później, krzycząc „Widzieliśmy Pana!”. Absurd! Przecież Tomasz też Go widział – umęczone ciało złożone w ręce Matki, nic więcej. Co mogłoby go przekonać? Fakty! Szkiełko i oko! „Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę na Jego rękach śladów po gwoździach, nie włożę swego palca w miejsce gwoździ i nie umieszczę swojej ręki w Jego boku”. 

Przyszedł po ośmiu dniach do Sali na Górze. Wszyscy już tam byli. Miriam też. Ile w niej było pokoju, choć twarz wciąż jeszcze nosiła ślady cierpienia. Jan stał przy niej skupiony, spokojny, jak Ona, pełen nadziei. A w sercu Tomasza wciąż dudniło „jeśli nie zobaczę, nie uwierzę”.

Zaryglowali za nim drzwi. Nic dziwnego, w tamtym czasie nie było bezpiecznie w Jeruzalem. Ci, co dali się omamić Nieprzyjacielowi wciąż przeszukiwali miasto, chcąc zniszczyć pozostałych zwolenników Nauczyciela.

Tomasz czekał. Nie wiedział jak długo. Czekał właśnie na ten moment swojego ponownego odnalezienia. Zobaczył Go. Dostrzegł najpierw tę twarz, oczy patrzące łagodnie, z wyrozumiałością, nie potępiające ale zachęcające do wzrostu, do poszukiwania Prawdy. „Dotknij, zobacz i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tyle wystarczyło. I to nie ręce, nogi czy przebity bok Chrystusa wzbudziły w nim tę gwałtowną, nietypową dla niego reakcję. To ten głos wlewający Prawdę do jego serca. Prawdę o tym, że Jezus żyje! Prawdę o kondycji wiary Tomasza – „uwierzyłeś bo Mnie ujrzałeś” i Prawdę o jego Misji – „szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli a uwierzyli; ci, którzy uwierzą we Mnie dzięki ich nauczaniu”.

Poszedł i nauczał; przez te wszystkie lata niósł Dobrą Nowinę. Teraz nadchodziła jego godzina przejścia do Domu Ojca. Znał już Drogę. Wiedział dokąd idzie. Wiedział, że już niedługo zobaczy Mistrza twarzą w twarz i znów wyzna Mu to, co powiedział wtedy w Sali na Górze. Pan mój i Bóg mój.

 

 

„Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów” (papież Grzegorz Wielki)

Mt 10, 1-4; Mk 3, 13-19; Łk 6, 12-16

J 11,16; J 14, 4 – 6;  J 17, 20; J 20, 24 - 29

 

 

 

Wrocław, 3 lipca 2014 Pokój na Górze

 

14. NIEMOŻLIWE... :)

MOŻLIWOŚĆ NIEMOŻLIWEGO
I stała się rzecz niemożliwa:)

Niemożliwa bo... wydarzyło się coś, co jeszcze rok temu uznałabym za mało prawdopodobne, po ludzku wręcz niemożliwe... i kluczem tej niemożliwości jest  "po ludzku".  U Boga bowiem WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. I wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.

Niemożliwa bo... zabrakło słów... wygadana Nika nie wie co powiedzieć i jak to wszystko opisać!


NIE MOŻEMY NIE MÓWIĆ!

Na szczęście Dobrej Nowiny nie da się długo utrzymać w ciszy serca i wystarczył mały katalizatorek, drobna inspiracja "miłościwie nam nowo-współpanującej" liderki (dzięki Lisku!) aby znaleźć najwłaściwszą formę wyrażenia tego co w duszy gra i chcieć podzielić się tą radością z Tobą Czytelniku:)
Otóż, przy pogaduchach o sprawach takich i owakich przyszła mi na myśl piosenka TGD "Czekam chwili". Przyszła w zupełnie innym kontekście rozmowy, i jak zwykle "przez przypadek" ;)  ale okazało się, że w tych "przypadkowych" dźwiękach jakoś tak "przypadkiem" mieszczą się słowa, które stały się Prawdą w moim życiu.


TO MI W DUSZY GRA
I oto "świadectwo-nieświadectwo", bo choć nie moimi słowami i na pewno nie krótkie, w pełni wyraża to czym Bóg obdarzył mnie na początku Błogosławionego Roku Pańskiego 2013. Zważ też Czytelniku, że to w duszy gra, więc watro odsłuchać aby zagrało i w Twojej. :)

Prawdą jest, że...

http://www.youtube.com/watch?v=0ZE_bqOkZw8


Czekam chwili kiedy we mnie będzie więcej Ciebie niż mnie, kiedy nie będę prosić, a wszystko będzie mi dane
Czekam chwili kiedy we mnie będzie więcej Ciebie niż mnie, kiedy nie będę wielbić, bo Ty uwielbisz się we mnie sam.
UFAM! CZEKAM!

A ufać to milczeć i czekać cierpliwie, aż się spełni. Błogosławieni, którzy zaufali Bogu, błogosławione usta, które wołają do Pana. RADOSNE SERCE, KTÓRE PRZYJĘŁO CHRYSTUSA
Tobie podobni, Ciebie niegodni, Twoi na zawsze.
Niegodni, bo niewierni, synowie i córki Adama, ale WOLNI NA ZAWSZE, BO OBMYCI I ZBAWIENI KRWIĄ CHRYSTUSA.


http://www.youtube.com/watch?v=KoQVaOL2x7Q

URATOWANI Z WIELKIEJ OTCHŁANI nie oszczędzajcie nóg, ruszajcie w tany
Wy wyciągnięci z głębokiej toni nie oszczędzajcie dłoni, klaszczcie głośno tak!

Uratowani z wielkiej otchłani nie oszczędzajcie nóg ruszajcie w tany
Wy Bożą łaską obdarowani nie zamykajcie ust, śpiewajcie o tym, że

Jego gniew tylko chwilę trwa a przychylność życie całe!
Choć wieczorem bywa płacz to poranek budzi się RADOSNYM ŚWIĘTOWANIEM!

Moje narzekanie zamienione w taniec, dobry Panie rozwiązałeś mój pokutny wór!
Moje narzekanie zamienione w taniec, moja dusza śpiewa, nigdy nie zamilknie już!

Wysławiać będę Twe imię święte, oddawać Tobie chwałę całym sobą
ZA PRZEBACZENIE, ZA UZDROWIENIE I ZA TO, ŻE OD ŚMIERCI WYBAWIŁEŚ MNIE!

Bo twój gniew tylko chwilę trwa, PRZEBACZENIE DAJESZ MI.
Choć wieczorem bywa płacz, TY OCIERASZ MOJE ŁZY.


BENEDICTUS DOMINUS DEUS ISRAEL

https://www.youtube.com/watch?v=mTD6fOkFHm8


Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój NAWIEDZIŁ I WYZWOLIŁ.
AMEN